24 09.16 19:17
Nowszy wpisStarszy wpis

Kulhawik: Krawiec kraje, jak mu materii staje

– Wczoraj na rozruchu miałem siedmiu zawodników i dwóch bramkarzy, a to mówi bardzo wiele. Krawiec kraje, jak mu materii staje – mówił po zwycięskim meczu z GKS Bełchatów (1:0) trener juniorów starszych Jagiellonii, Tomasz Kulhawik.

Żółto-Czerwoni w sobotę wystąpili w bardzo eksperymentalnym składzie i wymęczyli zwycięstwo nad niżej notowanym rywalem. Wszystko ze względu na powołania do pierwszego (Klimala) i drugiego zespołu (Olszewski, Koncewicz, Polkowski, Kaczmarczyk), a także liczne problemy zdrowotne (Renkowski, Prolejko, Ciborowski, Zaręba).

– Mogę się przynajmniej cieszyć z bardzo dobrej współpracy z trenerem Tomarem, który zawsze daje mi zielone światło, dzięki czemu dzisiaj skompletowaliśmy skład na ten mecz. Bez chłopców z rocznika 2000 nie skompletowalibyśmy nawet jedenastki. Jedziemy dalej. Cele się zmieniają, a ja będę musiał pić trochę więcej melisy. Wszystko wygląda tak, jak wygląda. Grupa zawodników z rocznika 1998 stanowi o sile drugiego zespołu i nie możemy zbyt wiele na to poradzić. W trudniejszych meczach, takich jak ten w Łodzi za tydzień, może być nam bardzo ciężko, ale może chłopcy z rocznika 2000 zdołają nabrać doświadczenia, które będzie procentować w kolejnych sezonach – tłumaczył Kulhawik, który nie ukrywał, że przed decydującym o wyniku rzucie karnym wykonywanym przez Damiana Toczydłowskiego miał spore obawy.

– W środę nie strzeliliśmy karnego w Lublinie, a oprócz tego byliśmy bardzo nieskuteczni, dlatego widać, że ciąży większa presja na tych, którzy mają tego gole zdobywać, w tym również na Damianie. On przeżywa to, że jest mało skuteczny, więc nieco obawiałem się przed tą jedenastką. Na szczęście bramkarz odbił piłkę tak, że nie dało się już tego zmarnować. Odnosimy wymęczone zwycięstwo 1:0 i trzeba się cieszyć z tych trzech punktów – zaznaczał trener juniorów starszych Jagi.

Trener Kulhawik przyznał, że ma spore pretensje do duetu stoperów za grę w drugiej połowie, która zakończyła się czerwoną kartką dla Rafała Kiczuka.

– Nie jest to dla mnie zrozumiała sytuacja, bo dosłownie chwilę wcześniej Rafał i Mateusz otrzymali polecenie, aby nie łapać rywali na spalonego, tylko zawężać pole gry, szczególnie, że linia obrony, w której występował Janek Zysik, nie może być jeszcze w pełni zgrana. Przez to łapanie na spalone przeciwnik stworzył sobie dziś kilka naprawdę groźnych sytuacji, ale dobrze spisywał się Hubert Gostomski. Mam pretensje do chłopaków o to, że słabsze momenty ich niczego nie uczą. Dzisiaj to zakończyło się czerwoną kartką – opowiadał szkoleniowiec Jagi.

Za tydzień Żółto-Czerwonych czeka bardzo trudny mecz w Łodzi z UKS SMS. – Teraz przed najbliższym spotkaniem uda się to zrobić tak, aby dokooptować tych zawodników na tydzień do naszej drużyny, zrobić jakieś treningi techniczno-taktyczne i przekazać im to, co chcemy grać. Tydzień to nie będzie zbyt wiele, ale może dostaniemy jakieś posiłki z pierwszego i drugiego zespołu, bo zdajemy sobie sprawę, do jakiego zespołu będziemy jechać. Musimy być maksymalnie mocni kadrowo, aby cokolwiek ugrać – zakończył Kulhawik.